Gry na opak. Wirtualna turystyka.
Blog > Komentarze do wpisu

Gra Eberta

Kiedy w 1994 roku Roger Ebert publikował pochlebną recenzję Cosmology of Kyoto, nie miałam o tym pojęcia, podobnie jak o grach, mając je wówczas w głębokiej pogardzie. Wkrótce potem nastąpiła zmiana miejsc; ja doznałam objawienia i zostałam nawrócona, a nawet z czasem zaczęłam uprawiać działalność misyjną, natomiast on przekreślił medium jako całość. 

Esej Eberta sprzed trzech lat wywołał burzę, która okazała się niezwykle inspirującym dla środowiska graczy fermentem. Teza "gry nie mogą być sztuką" nie pozostawiła nikogo obojętnym, zmuszając do samookreślenia i refleksji nad istotą wirtualnej rozrywki. Okazało się, że nawet jeśli wszyscy gry kochamy, to każdy za co innego, a w imię miłości jedni je wywyższają do rangi sztuki, a drudzy wręcz przeciwnie, będą się od takich ambicji gorliwie odżegnywać. Moim zdaniem gry wideo nie są sztuką z definicji, ale niektóre obejmowane tą pojemną nazwą zjawiska mogą nią być, a nawet czasem bywają. Dla mnie to przede wszystkim rozrywka, czyli przyjemne i sensowne (oby!) wypełnienie czasu wolnego. Zdarza się jednak, że dostarcza mi doznań głębszych i bardziej cennych niż widok szklanej klatki z Moną Lisą w zatłoczonym Luwrze. Parafrazując znany cytat, gry mogłyby powiedzieć: cóż, rozrywką się jest, sztuką się bywa. 



Od dawna byłam ciekawa ulubionej gry słynnego krytyka (chyba też jedynej przez niego ukończonej) , ale na przeszkodzie stawały problemy techniczne, bo Cosmology of Kyoto to już prawie dwudziestoletnia staruszka. Tu jej przeszkadza 64-bitowy system, tam rozdzielczość, gdzie indziej brak tajemniczego pliku... Dopiero niedawno, po części zmotywowana wiadomością o śmierci Rogera Eberta, zmobilizowałam się do działań na tyle skutecznych, że wreszcie udało mi się ją uruchomić, choć z połowicznym sukcesem; mogę grać na każdym komputerze, ale stanu gry nie sposób zapisać na żadnym. Bardzo to uciążliwe, ale nie ma mowy o odwrocie. Odkąd zajrzałam do cesarskiej stolicy, nie dam się byle czym zniechęcić. W przypadku bardziej liniowej rozgrywki byłoby to nie do zniesienia, ale tu jest inaczej. 

Za pierwszym razem u wrót Kyoto zobaczyłam kota, więc podążyłam za nim, a on wprowadził mnie ukrytym przejściem do miasta. Tam spotkałam kobietę, która chyba wzięła mnie za kogoś innego i zaprowadziła na miłosną schadzkę. Finał tej przygody był dziwny i daleki od happy endu. 
Gdy zaczynałam ponownie, pierwszą napotkaną osobą okazał się mnich, który zaprosił mnie do świątyni, gdzie potem praktykowałam ezoteryczny buddyzm i doznałam nirwany.
Dopiero wchodząc po raz trzeci, zauważyłam stojącego przy bramie strażnika. Udało mi się pozyskać jego przychylność, w efekcie dostałam się do miasta głównym wejściem, a zaraz potem wpadłam na bawiące się na drodze dzieciaki.
Pewnie dlatego Ebert pisze, że dla każdego gra może przebiegać inaczej, bo zawiera nieprzebrane możliwości i bogactwo świata, choć trzeba skorygować, że dotyczy to głównie kolejności zdarzeń (po nieudanej randce mogę pójść do klasztoru albo odwrotnie), a świat gry ma określone granice.



Trudno o liniowość, gdy pokonywana przestrzeń tworzy labirynt. Tak to przynajmniej wygląda z mojej perspektywy; podążam drogą pomiędzy murami, raz mogę iść tylko naprzód, kiedy indziej trafiam na rozstaje, potem kolejne, a za nimi na przykład w ślepą uliczkę, czyli dead end, często z naciskiem na "dead". W opanowaniu przestrzeni pomaga dostępna jednym kliknięciem mapka oraz widoczny na ekranie symbol kierunku, w którym aktualnie zmierzam, o ile potrafię rozróżniać japońskie piktogramy. 

Jak to możliwe, że uporczywie wracam do gry, mimo że za każdym razem muszę zaczynać od nowa, a czasu brak, by w trakcie jednej sesji ją ukończyć? 

Po pierwsze, rekompensują to wrażenia wzrokowe i słuchowe. Wizualnie CoK tkwi w moich ulubionych latach dziewięćdziesiątych, reprezentując zarazem pociągającą odmianę japońszczyzny, inspirowaną starymi drzeworytami i rycinami ze zwojów modlitewnych mnichów buddyjskich. Estetycznie odpowiada mi to na tyle, że nie wzdragam się nawet na widok przerysowań i licznych okropieństw, zwłaszcza że mają swoje uzasadnienie w filozoficznej koncepcji całości. Powtarzane scenki traktuję jak obrazy wiszące na ścianach, które przecież ogląda się wielokrotnie. Ze stroną plastyczną współgra oprawa dźwiękowa; dawno nie słyszałam tak świetnie podłożonych głosów, emanujących emocjami bez względu na barierę językową. Czy wspominałam już, że słychać oryginalną wersję japońską?



Po drugie, dość długo doświadcza się tu własnej małości i zagubienia w świecie, czyli tego samego, co daje Miasmata, ale zupełnie inaczej. Odczucie dezorientacji jest pożądane, o ile ktoś (w domyśle: autor) nad nim panuje i gwarantuje, że jeśli się postaram, to uda mi się zrozumieć obowiązujące tu zasady albo z czasem odsłonią się same. Początkowo trudno zorientować się w labiryncie i nawet mimo dostępności mapki odnaleźć miejsca i spotykane postaci. Trochę trwa też zrozumienie, o co właściwie tu chodzi; można przyjmować znane z gier strategie ("aby przetrwać", "zbierać wszystkie przedmioty", "pokonać tego czy owego") i testować, dokąd zaprowadzą w tej religijno-filozoficznej przypowieści. Z zagubieniem łączy się element zaskoczenia, a obu sprzyja obcość kulturowa. Przeciętnego Europejczyka otacza tu nieznane, niezrozumiałe i egzotyczne. Nie jest to efektem zamierzonej dziwaczności, ale wynika z różnic mentalnych, religijnych, obyczajowych. Nigdy nie wiem, co wydarzy się dalej. Nawet nie próbuję zgadnąć, kto ukaże się za rogiem i czym mnie zaskoczy. 

Nie mogę nie wspomnieć, że odnalazłam tu coś, czego mi brakowało chyba od czasów Cryo - bazę wiedzy! W każdej chwili można się na nią przełączyć, by przeczytać komentarze historyczne, religijne czy etnograficzne, odnoszące się do aktualnego momentu lub miejsca w grze. Nie jest to obowiązkowe, można korzystać z bazy sporadycznie albo całkiem ją sobie darować lub też czytać ciurkiem jak książkę. W mojej szczególnej sytuacji zaczęłam tam zerkać dla urozmaicenia powtarzanych sekwencji, ale okazało się to naprawdę przydatne. Na przykład wspomniana wyżej schadzka zakończona mrocznym akcentem to wątek inspirowany folklorem, notowany w "Opowieściach o rzeczach dawnych" (Konjaku-monogatari), którego sens łatwiej odczytać w kontekście wierzeń religijnych. Skoro udało mi się błysnąć wiedzą, nie da się dłużej ukrywać: tak, to gra edukacyjna, z gatunku horror edutainment.



Zbliżam się do punktu niezwykle istotnego, którego jednak przed ukończeniem rozgrywki nie podejmuję się rozwijać: gra zawiera treści i coś komunikuje. Dochodzę do wniosku, że moje problemy z "sejwowaniem" dziwnym trafem wpisują się w ten przekaz. W Kosmologii Kyoto zasadniczym pojęciem jest reinkarnacja, stąd zdarza się tu ginąć, by potem z sugestywną dosłownością "wcielać się" w inną postać, czemu towarzyszy zmiana awatara. W kolejnym wcieleniu zaczyna się nowe życie, ale jednocześnie karma ewoluuje, tak jak w trakcie grania gromadzi się doświadczenie, więc choć gra się podobnie,to za każdym razem trochę inaczej.

"Jak mogłam to przegapić" - myślę zwykle, wygrzebując jakąś perłę w lamusie. A czasem warto przegapić; może po to nie zagrałam w latach dziewięćdziesiątych ani przed rokiem, by móc cieszyć się z odkrycia dziś. Dzięki Rogerowi Ebertowi.

piątek, 12 kwietnia 2013, tetelo

Polecane wpisy

  • Serena

    Kto ma ochotę na małe doświadczenie interaktywne, a nie chce inwestować zbyt wiele czasu i pieniędzy, powinien się zaznajomić z Sereną . Nic nie kosztuje, zajmi

  • N.Y.H.D.D.S.P

    Przez kilka dni byłam obiektem społecznej akcji wzmacniania pozytywnego. Wzmacniano mnie werbalnie, lecz intensywnie. "Niesamowite, że na to wpadłaś!" "Nie mogl

  • 3 x NIE (gra)

    Naukowcy alarmują: jeśli aktualne tendencje się utrzymają, za piętnaście lat 70% wszystkich rzeczy i zjawisk nazywać będziemy "grami". W efekcie słowa stracą zn

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/04/12 21:32:13
Dzięki za ten tekst! Od dawna nosiłem się z zamiarem przypomnienia na Jawnych, że taka gra istnieje (i siedzi u mnie w panteonie gier z lat 90-tych na jednym tronie z "Dark Eye"), ale w końcu jakoś się za to nie zabrałem i widzę, że zostałem w pięknym stylu wyprzedzony. Dziwne, że rodzimi miłośnicy japońszczyzny częściej o niej nie przypominają.
-
2013/04/12 23:06:10
Ale przecież wspominałeś o niej niedawno w jakimś artykule, co też mnie zmotywowało. Miałam nawet podziękować "Ebertowi i Schreiberowi", ale w żałobnym kontekście wydało mi się to niestosowne.
O tak, japoniści, a zwłaszcza buddyści powinni się wypowiedzieć w tej kwestii! Ja będę chciała kontynuować temat, gdy już uda mi się jakimś cudem grę ukończyć, ale zdaję sobie sprawę, że lepiej nie porywać się na rozważanie problematyki religijno-filozoficznej i zostawić to znawcom. Tylko że to strasznie kuszące...

Gdybyś jednak zdecydował napisać więcej o Kosmo i ponownie ją zainstalować albo jeśli zajrzy tu inny dobry człowiek, któremu szczęśliwie uda się ją uruchomić oraz wprowadzać tekst z klawiatury w trakcie gry (ja nie mogę), to miałabym prośbę. Byłabym wdzięczna za podanie dokładnej nazwy folderu/pliku z sejwami (zakładam, że będzie zawierała imię awatara) oraz ścieżki dostępu do niego. Kombinuję, jak by tu obejść mój dziwny problem, skoro nie potrafię go rozwiązać.
-
2013/04/12 23:36:54
Ja przymierzam się do Cosmology of Kyoto od mniej więcej dziesięciu lat. Pamiętam, że odkryłem ja dzięki recenzji na HotU: homeoftheunderdogs.net/game.php?id=1906

Wreszcie chyba zagram, bo mnie wystraszyłaś, Tetelo. Boję się, że przy kolejnych generacjach PeCetów i systemów operacyjnych uruchomienie gry będzie jeszcze trudniejsze, jeszcze bardziej się skomplikuje.

A propos The Dark Eye. Korzystając z okazji, że są w pobliżu zainteresowani tematem (artykuł na Jawnych Snach sprzed dwóch lat - rewelacyjny) to pochwalę się, że udało mi się ostatnio dotrzeć do zapomnianego filmiku promocyjnego gry, z krótkimi wypowiedziami m.in. Thomasa Dolby i Russella Leesa oraz zwiastunem zawierającym sceny/ujęcia, których nie ma w finalnej wersji. Wrzuciłem na YouTube (dokładnie trzy tygodnie temu) tutaj: www.youtube.com/watch?v=HVh4_Iy1nq0
-
2013/04/13 01:23:41
@Elum
Jeśli strach Cię zmotywuje do zagrania, to może nie powinnam wyprowadzać Cię z błędu i uspokajać, ale obecnie z uruchomieniem gry nie powinno być większych problemów (no chyba że mniejsze...). Dzięki jennatar, która skompilowała Kyoto, dosbox i windrive, mamy do dyspozycji genialny emulator, specjalnie dla tej gry przeznaczony. Wystarczy ściągnąć, wykonać jedno polecenie z instrukcji i gotowe. Jej paczka jest cięższa od tej z Hotu, ale niesamowicie ułatwia sprawę. Także Ebert tym sposobem wrócił do Kyoto po latach, tyle że w wersji na Maca.
Link bezpośredni do archiwum:
infinitelives.net/downloards/KyotoWindows.zip

BTW ja z kolei w trakcie grania cały czas mam w tyle głowy IHNMAIMS. Też panteon.
-
2013/04/13 11:38:35
@save - Jak zwykle, działają (przynajmniej u mnie) rozwiązania najprostsze. Nie przejmuj się DosBoksem, tylko uruchom sobie plik play_e z folderu KYOTO, po ustawieniu we właściwościach 256 kolorów. Działa jak trzeba (tylko, nie wiedzieć czemu, w tej paczce włącza się z zerową głośnością dźwięku; trzeba kliknąć 'settings' i pogłośnić). Zachowywanie stanu gry - ctrl+s. Podajesz nazwę - zapisuje jako plik txt w folderze gry. Przy ładowaniu musisz dodatkowo podać imię postaci.
-
2013/04/13 12:24:12
No niestety, u mnie proste i bardziej skomplikowane rozwiązania okazały się nieskuteczne w trzech różnych konfiguracjach z powodu problemów nie do przeskoczenia. Dopiero dzięki emulatorowi gra rusza, i to na wszystkich 3 kompach, ale na żadnym nie pozwala wprowadzać tekstu (coś z klawiaturą lub raczej czcionką). Nie ma możliwości wpisania imienia, a tym samym utworzenia folderu na sejwy. Dlatego pomyślałam, że gdybym wiedziała, gdzie on powinien być i z jakim rozszerzeniem, to ręcznie bym go utworzyła, a gra może by się dała nabrać...
Ciekawe, że niemożność wpisania tekstu w dialogach, czyli milczenie z mojej strony, jakoś specjalnie nikomu tu nie przeszkadza. Każdy słyszy, co chce, jak w życiu.
-
2013/04/13 12:53:08
Wiem, że przy normalnym uruchamianiu setupa, gra instaluje jakąś własną czcionkę. Ale nigdy tego nie robiłem i nie było problemu. Czy problem z wpisywaniem tekstu polega na tym, że nic nie widać (tylko białe tło)? Może po prostu pisze białe na białym? Wersja Underdogowa, która do niedawna chodziła bardzo grzecznie, dzisiaj odmówiła posłuszeństwa (zgłaszając brak takiego czy innego pliku). Za to wersja dosboksowa dała się uruchomić bez problemu przez PLAY_E + kompatybilność z win'95 (na wszelki wypadek) + 256 kolorów.
-
2013/04/13 12:54:36
Aha, oddzielnego folderu na sejwy nie ma. Jest tylko nazwa pliku, który można zachować właściwie gdziekolwiek (otwiera się eksplorator).
-
2013/04/13 14:27:45
Win 64-bit w ogóle odmawia współpracy z plikiem play_e, ale to nie dziwi, co mnie w ogóle podkusiło z tą nowoczesnością...
W systemach 32-bit w trybie zgodności bez emulatora dostaję komunikaty o braku tego czy owego, głównie ID_input.dxr, co też może wskazywać na klawiaturę. CK_font niby jest zainstalowany, zarówno w folderze gry, jak i wśród czcionek systemowych.

Może pisać na biało, bo kursor się przesuwa, ale gdy w ten sposób wprowadzam imię, a potem próbuję je wykorzystać podczas zapisywania, gra udaje, że mnie nie zna (invalid filename).
Cóż, taka karma...

Jeszcze pytanie ratunkowe: czy nazwa zapisu zawierałaby imię, np. tetelo.txt, czy tworzy się jakoś inaczej?
-
2013/04/13 20:03:01
Tymczasem ukończyłam CoK, a może dotarłam do jednego z możliwych zakończeń, nie wiem. Wielki, wielki zachwyt.
W dzisiejszym przejściu ominęło mnie kilka epizodów znanych z poprzednich sesji, więc pewnie jeszcze spróbuję innych ścieżek, zwłaszcza że wcale nie czuję przesytu. Przydałoby się czasem zasejwować, ale cóż, widocznie cierpię za jakieś niegodziwości z poprzedniego wcielenia. Może w innym życiu...

Elumie, no i jak, skusiłeś się?
-
2013/04/13 23:33:13
1. Ciekawe. U mnie komunikat o ID_inpucie wyskakuje (kompatybilność&256 kolorów) przy starej paczce z Underdogów (kiedyś tak nie było), za to nie wyskakuje przy paczce z dosboksem (choć przecie zawartość taka sama).
2. Imię nie gra roli przy nazywaniu pliku zapisu. Invalid filename wyskakuje mi w wersji z emulatorem niezależnie od tego, co wpiszę. Może coś w konfiguracji dosboksa nie tak? Nie miałem czasu spojrzeć. Spróbuję sobie to ręcznie zamontować jako dysk cd i zobaczymy, czy będzie ten sam problem. Trzeba w końcu znaleźć jakieś uniwersalne rozwiązanie w walce o polskie jutro polskich graczy. Na dosboksie z win 3.1 i z iso ze starych płyt gram w dość dużo rzeczy i nie mam żadnych problemów, więc nie rozumiem, czemu tu coś nie tak.
3. Nazwa zapisu jest zupełnie dowolna - rozszerzenie chyba też (podobnie jak wybrana lokalizacja). Na dole automatycznie wybiera txt, więc zapisuję sobie właśnie w takiej formie. Plik zawiera imię naszego bohatera i gra pyta o nie, kiedy się załaduje zapisany stan gry. Tylko tyle.
-
2013/04/14 15:18:49
Invalid filename wyskakuje mi w wersji z emulatorem niezależnie od tego, co wpiszę

Ha, czyli też nie możesz zapisać? Dobrze wiedzieć, że nie ciąży nade mną klątwa, tylko emulator wcale nie taki genialny, chociaż wiele mu zawdzięczam.

Skoro działamy ku dobru wspólnemu, to dodam jeszcze dwie ciekawostki. Otóż kilka razy wyświetlił mi się igrek w dialogach. Oczywiście wpisywałam niewidoczne odpowiedzi za każdym razem, bo na ogół były właściwie rozumiane, więc w sumie uderzałam w klawisze setki razy, a "y" ukazało się może 5-krotnie, całkiem przypadkowo. Gdy tylko naciskałam "e", znowu wszystko znikało. Wygląda to na jakąś niestabilność, a nie barierę nie do pokonania.

Na ekranie tworzenia postaci efektywnie działa mi tylko przycisk OK. Nie wiem, czy brak imienia jest tego przyczyną czy konsekwencją. Na początku nie mogę być kobietą. Cokolwiek zaznaczę, zawsze zaczynam od bezimiennego chudziaczka, raczej kawalera. Dorobiłam już sobie teorię, że widocznie tak ma być, a pola wyboru są tylko dla zmyłki, zwłaszcza że pierwsze wcielenie żeńskie uzyskałam dopiero w finale. Kobieta na najwyższym poziomie rozwoju? Jeśli to nie przypadek, ta filozofia coraz bardziej mi się podoba.

Wyczytałam, że gdzieś widać punkty karmy. Jeśli liczbowo, to też tego nie mam, chyba że chodzi o dwa wskaźniki na dole ekranu, którym się nie przyglądałam.




-
2013/04/14 18:52:20
Pawle, ręczne uruchomienie Play_e z emulatora w trybie zgodności bez dosboxu zadziałało!
Majstrowałam trochę przy czcionkach, przeinstalowując i sprawdzając działanie CKfontu w edytorach tekstu, może to coś odblokowało, a może wczoraj nie ten plik kliknęłam, nie wiem. Litery, zapis, ładowanie - OK, jeśli zgodnie z Twoją instrukcją. Nie dotyczy to wersji 64-bit i w emulatorze nadal jest bez zmian, ale to już coś. Z przyjemnością zwracam honor :-)

-
2013/04/15 22:30:09
> Elumie, no i jak, skusiłeś się?

Tetelo, zanim ja się ostatecznie na CoK skuszę to pewnie minie jeszcze parę tygodni. Na razie awansowałem ją na liście "do zagrania" do pierwszej dziesiątki. :)
-
2013/04/15 23:00:28
Elumie, po pierwsze powinieneś z redakcyjnego obowiązku. Zawsze mnie zaskakujesz wynajdowaniem przeróżnych zapomnianych ciekawostek, a taki królewski biały kruk jeszcze na Przygodoskopie nie uwzględniony. Zakładam, że to jednak jest przygodówka, choć wątpię, czy to gra.
Poza tym bardzo jestem ciekawa Twojej opinii. Nawet się dzisiaj w trakcie prezentacji wymyślnych mąk piekielnych zastanawiałam, czy byś się tam dobrze bawił. Nie wiem, dlaczego przypomniałeś mi się akurat w piekle.
-
2013/04/16 23:00:08
No tak. Teraz już nie mam innego wyjścia. :)

Problem w tym, że nie chcę siadać do takiej gry w przerwie między obiadem, a odkurzaniem. Jak już tyle lat się do niej zbieram to chciałbym sobie starannie zaplanować odpowiedni moment - jakiś wolny dzień, cisza i spokój. Pewnie ostatecznie padnie na jakiś weekend.
-
2013/04/18 12:52:35
Słusznie, Elumie. W końcu mój wpis jest także o tym, żeby się nie nachapać wszystkiego za młodu, tylko zostawić sobie jakieś przyjemności na starość.