Gry na opak. Wirtualna turystyka.
Blog > Komentarze do wpisu

Czy moja żona jest kosmitką?

UWAGA poniżej znowu SPOILERY! Nadal wgryzam się w fabułę Everybody's Gone to the Rapture. Nie wiem, czy warto czytać, ale na pewno nie należy tego robić przed odkryciem jej samodzielnie. Ta układanka to niezłe wyzwanie.


W trakcie pisania poprzedniej notki zapaliło mi się czerwone światełko. Coś jest nie tak. Miało być o lojalności, a wyszło o Stephenie jako tchórzliwym dupku. Scenariusz Everybody's Gone to the Rapture jest zbyt dobry, by główna postać mogła być tak jednoznaczna. Pozostałe mają w sobie coś ciekawego; jakąś dwuznaczność, pęknięcie, przełom. W ramach treningu elastyczności przymierzałam się do roli adwokata diabła (czyli Stephena), ale napisania mowy obrończej się nie podejmę. Może chociaż spróbuję go zrozumieć lub dopatrzeć się osobistego dramatu? Coś czuję, że w tym celu trzeba się dokładniej przyjrzeć jego żonie. 

Na początku Stephenowi imponuje jej wyjątkowość, niezależność, nieprzeciętna inteligencja. Z czasem te same cechy zaczną mu coraz bardziej przeszkadzać. Partnerka jest lustrem, w którym się przegląda, a nie spodoba mu się to, co tam zobaczy. Zdaje sobie sprawę, że Kate przewyższa go pod wieloma względami. Jego umysł nie ogarnia tego, co ona chwyta w lot. Zarzuca jej pracoholizm i perfekcjonizm. Z kolei w trakcie sprzeczki o romans z Lizzie wypomni żonie zawyżanie standardów moralnych. 

 Nie jest łatwo być partnerem osoby ponadprzeciętnej. To trudne zwłaszcza dla mężczyzny, a szczególnie w Yaughton. Miejscowi jej nie akceptują i wciąż traktują jak obcą. "Gapią się na mnie jak na dwugłowe cielę" - skarży się Kate. Nie chodzi tylko o kolor skóry czy narodowość. W zamkniętej konserwatywnej społeczności razi nawet to, że kobieta posiada tytuł naukowy i zachowuje po ślubie swoje nazwisko. "Nie pasuje do nas", "wywyższa się" - mówią, zdradzając tym samym własne kompleksy. 

Stephen przez długi czas pełni rolę bufora łagodzącego tarcia, ale nie ma w sobie dość siły, by trwać przy żonie wbrew otoczeniu, tym bardziej że sam nie czuje się przy niej komfortowo. Ma poczucie, że nie potrafi sprostać jej wymaganiom, co czyni go bezradnym i sfrustrowanym. W kolejnej kłótni stawia siebie po stronie rozczarowujących przeciętniaków w opozycji do nieskazitelnej Kate. A może, podobnie jak niektórzy gracze, zaczyna podejrzewać, że żona jest nie tylko obcą, ale wręcz Obcym?

Na potrzeby tematu, który sobie na dzisiaj zadałam, wystarczy stwierdzić, że Kate nie jest kosmitką, ale o ile jej mąż patrzy na świat z ziemskiej perspektywy, ona ma zdolność spoglądania z perspektywy kosmosu albo przynajmniej z lotu ptaka. Innymi słowy: on jest jednym z mieszkańców mrowiska, ona spaceruje po lesie, gdzie dostrzega mnóstwo podobnych mrówczych kopców. Jeszcze na etapie fascynacji Stephen zauważył: "ona widzi sprawy tak, jakby miała w głowie cały świat". Może jest jedną ze starych dusz?

Kate usiłuje dotrzeć do sedna i zrozumieć wyższy porządek, pragnie poznać Prawdę, nawet jeśli to bolesne lub niebezpieczne. Stephen odkrywa coś, czego nie potrafi zrozumieć, a potem w panice zaczyna zwalczać niezrozumiałe. Nie ogarnia, nie nadąża, ale coś robi, odczuwa imperatyw działania. Jego poczynania są impulsywne  i doraźne, często błędne i fatalne w skutkach. Jednocześnie to miotanie się i zagubienie jest bardzo ludzkie, o ile przyjmiemy, że człowiek z natury jest słaby, samolubny i przerażony nieznanym. W końcu wszyscy miotamy się w tunelach naszego mrowiska, wszyscy kurczowo trzymamy się życia, co jak u motyla jest niczym chwila wobec wieczności.

Stephen to ciągle ten sam chłopiec, który sprawił ojcu wielki ból, zmuszając go do zabicia przygarniętego lisa. Cierpiącemu z powodu wojennej traumy Eddiemu ranne zwierzę było szczególnie bliskie, niczym uosobienie własnej poturbowanej duszy. Ośmiolatek nie był w stanie tego pojąć, nie miał złych intencji, ale niechcący pogłębił dramat ojca, a może przyczynił się do ostatecznego załamania. W dorosłym życiu nadal rani, krzywdzi, zabija - z braku empatii, na skutek niezrozumienia albo przez przypadek, tak się jakoś dziwnie plecie.

W ostatnich chwilach podejrzewa, że popełnił 'miscalculation'. Czy chodzi tylko o błąd w obliczeniach? Może niewłaściwy osąd lub niezrozumienie czegoś? Na pewno doświadcza zwątpienia. To ludzkie i tragiczne zarazem. Na tym polega jego dramat.

piątek, 29 kwietnia 2016, tetelo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: