|
piątek, 27 stycznia 2012
Going home To refren mojej pieśni tygodnia (albo i dłużej), fragment przepięknego tekstu z gatunku balsam dla duszy, jakiego kiedyś tam, sometime tomorrow, każdy będzie potrzebował. Pisał Leonard Cohen (77), a dyktował... Nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa, ale od kilku dni cały album Old Ideas można odtwarzać on-line w ramach przedpremierowej promocji First Listen, czyli posłuchaj, zanim kupisz. Tak też czynię.
czwartek, 26 stycznia 2012
Jak odwrócić uwagę męża od telewizora, gdy jest tak zatopiony w oglądaniu meczu, że nie upilnował dziecka? Problem stojący przed bohaterką stanie się zapewne udziałem wielu kobiet w tym roku (nie da się tego piłkarskiego nieszczęścia odwołać?...). Oby obyło się bez równie drastycznych rozwiązań jak w grze The Kite ukraińskiego studia Anate.
sobota, 21 stycznia 2012
Pewnych zasad związanych z łóżkiem musimy się twardo trzymać. Na przykład nie wolno wchodzić tam z pracą (czytaj: laptopem) i nie należy pozwalać zwierzętom spać z nami. Gdy raz się złamiemy, runą ciężko wypracowane standardy i nastąpi dezorganizacja życia rodzinnego albo nawet kryzys małżeński. Może się zdarzyć , że w trakcie imprezy towarzyskiej, gdzieś koło jedenastej, nasze własne koty zaczną patrzeć znacząco na gości albo nawet na nich ostrzegawczo warczeć, dając wszystkim do zrozumienia, że już pora ułożyć się do snu w ogrzanej ludzkim ciałem pościeli. Z kolei gdy posmakujesz pracy na urządzeniu mobilnym, w dowolnej pozycji na miękkim podłożu, przestanie cię bawić siedzenie przy komputerze. Niespodzianie odkryjesz również, jakie to granie na pececie jest męczące, bożesztymoj!
PS. Mniej więcej od pół godziny trwa strzelanina. Zarówno policjanci, jak i złodzieje są na moje oko podziurawieni jak sita. A jednak nadal wszyscy żyją i mają się dobrze. Szukając opisu przejścia takich sekwencji, znalazłam instrukcję w poradniku: just kill all the bad guys. ROTFL...
piątek, 13 stycznia 2012
Dlaczego przez cztery lata ignorowałam Wiedźmina? Po pierwsze, z powodu etykietki crpg - gatunku polegającego na walce, gromadzeniu broni, ulepszaniu uzbrojenia itp. Na nic opowieści o budowaniu postaci, wielowątkowej fabule i magicznym klimacie, gdy w istocie postać "ulepsza się" pod kątem pokonywania oponentów, fabuła nie ruszy naprzód bez obowiązkowej rozwałki, a nastroju w takich okolicznościach trudno szukać. Taki obraz zbudowałam sobie przed laty na podstawie kilku napoczętych gier, które zdążyły mnie skutecznie zniechęcić (Icewind Dale, Baldurs Gate, Fallout, Gothic). Jeden Planescape Torment wiosny nie czyni. Pewnie i z Wiedźminem pożegnałabym się szybko, gdyby zaczynał się od aktu V (potyczka za potyczką z fantastycznym katastrofizmem w tle). Na szczęście na początku było Podgrodzie. Po drugie, ze względu na popularność i sukces komercyjny, bo na listach bestsellerów rzadko znajduję coś interesującego. Dlaczego w końcu zagrałam? Okoliczności opisuje poprzednia notka, a wiele tłumaczy wcześniejsza Tęsknota za Redguardem. Czy przyznaję się do błędu? W kwestii gatunku mam wątpliwości, bo najwyraźniej i tutaj postępuje ewolucja i zacieranie granic. Nie mnie osądzać, czy to nowoczesna crpg, "przygodowa gra akcji", czy jakiś inny wynalazek. Niewątpliwie to produkt mainstreamu, w którym o dziwo znalazło się też coś dla mnie, bo oferuje sporo wolności, prawo omijania potyczek bez uszczerbku na honorze, a przede wszystkim ogromne możliwości swobodnej eksploracji (swobodna znaczy: bez obowiązku rozprawiania się z każdym napotkanym delikwentem). Czy żałuję grzechu zaniechania? Fakt, można było zagrać wcześniej. Tylko że wówczas rok 2012 nie zacząłby się od zachwytu w akcie IV, że gra może być tak piękna. Dla tego jednego rozdziału warto było się przełamać, tam nawet rozprawa z południcą urzeka poezją i urodą plastyczną. Ze względu na rzucane wcześniej kąśliwe uwagi wobec nieznanej mi gry posypałam już głowę popiołem. Jakieś wnioski, postanowienie poprawy? Naturalną koleją rzeczy zaczęłam ostrożnie spoglądać w stronę Zabójców królów, tym razem ledwie osiem miesięcy po premierze. Szybko jednak wróciłam do punktu wyjścia, bo adresowane do prawdziwych graczy zwiastuny akcentują to, co najmniej ciekawe lub wręcz odpychające dla nas, niegraczy. Gracze - niegracze, ludzie - nieludzie... Teraz rozumiem, dlaczego odruchowo stanęłam po stronie tych drugich.
wtorek, 20 grudnia 2011
Myli się, kto sądzi, że gry takie jak opisywana poprzednio przeznaczone są dla kur domowych w średnim wieku. Gdy spędzasz cały dzień na porządkowaniu szuflad i zaglądaniu w zapomniane zakamarki szafek kuchennych, tak jak ja w miniony weekend, wcale ci się nie marzy robienie tego samego w świecie wirtualnym. Już podczas sprzątania zagraconego pawlacza nawiedziły mnie przebłyski pomysłu, a ostatecznie idea wykrystalizowała się w trakcie czyszczenia piekarnika. Doszłam do wniosku, że gdy się z tym uporam, należy mi się godzinka lub dwie w całkiem innym świecie - fascynującym i piękniejszym od realnego (postapokalipsa wykluczona). Mam ochotę na coś nowego, czego jeszcze nie robiłam (jak to, nie przygodówka?) i niezbyt wymagającego intelektualnie (nawet strategia odpada?). Wyobraźni też mi się nie chce wysilać, niech więc uroda świata podana mi będzie na tacy. Co oznacza, że moje ulubione starocie z ubiegłego stulecia na tę okazję się nie nadają. Rzecz ma z lekka pociągać, ale w żadnym razie nie ma prawa mnie wciągnąć, bo przecież najbliższe dni to urwanie głowy i walka z czasem. No proszę państwa... To naprawdę bardzo ładna gra jest, ten Wiedźmin. Eskapistyczny, ile potrzeba, a jakże swojski zarazem: tu kapliczki przydrożne, tam strzygi, utopce... Takich wiosek jak w okolicach Wyzimy nie spotkałam zamieszkałych, ale dość się nałaziłam po skansenach, by rozpoznać rodzime klimaty i krajobrazy. I ta bestia w jamie nad rzeką pod zamkiem... Urocze. Gdy w karczmie z niedowierzaniem wpatrywałam się w dekoracje z wycinanek łowickich, przemknęło mi przez myśl, że chyba wpadłam we własnoręcznie zastawioną pułapkę. Na jednej wizycie raczej się nie skończy. Za pierwszym posiedzeniem zobowiązałam się do wykonania mnóstwa różnorodnych i ciekawie zapowiadających się misji; od rozprawy z ghulami w krypcie po zbieranie polnych kwiatów (zapewne w niecnych uwodzicielskich celach). A już przedtem kazałam Geraltowi je wąchać i sprawdzać, czy to aby nie malwy i maki. I byłoby pięknie, gdyby nie ta druga, jeszcze dłuższa lista zaległych questów: nastawić zakwas na barszcz, umyć okna, upiec piernik, namoczyć śledzie, odszukać przepis na makówkę...
Czy aby na pewno łowickie? Trzeba się przyjrzeć dokładniej. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bliżej
Dalej
Gdzie indziej
Przygodowo
Szerzej
Twórczo
![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||