Gry na opak. Wirtualna turystyka.

Film

sobota, 06 lutego 2016

Wcale nie musi być tak, jak mówią w zwiastunie. Le tout nouveau testament to film o zwykłym graczu komputerowym z Belgii. Do pewnego stopnia się z nim utożsamiam, bo też uwielbiam tworzyć nowe światy i obserwować ich rozwój, ustalać reguły i przyglądać się, jak funkcjonują w wirtualnym społeczeństwie. Pod względem ilości poświęcanego czasu takie właśnie gry absorbują mnie najbardziej, nawet jeśli na blogu nie znajduje to odzwierciedlenia. 

W odróżnieniu od bohatera filmu, o ile tylko możliwe, od razu na początku wyłączam opcję klęsk żywiołowych. Buduję świat jak najdoskonalszy, ulepszając warunki bytowe mieszkańców i w miarę możności upiększając ich otoczenie - czy to będzie nowoczesna metropolia, czy niewielka osada banitów. Lubię widzieć uśmiechnięte buźki unoszące się nad domkami, słyszeć dżingiel sygnalizujący podwyższenie standardu życia. Jeśli na skutek moich zaniedbań wybuchnie pożar czy epidemia albo kiedy ludzie umierają z głodu, bo nie zapewniłam im dostatecznych zapasów - odbieram to jako osobistą porażkę. 

Co za nuda, nic się nie dzieje - skomentowałby mój styl gry bohater filmu. On bowiem bawi się stworzoną przez siebie społecznością, czerpie radość z uprzykrzania życia jemu ducha winnym obywatelom, karząc za niepopełnione grzechy, zsyłając plagi, choroby i katastrofy. I tak mija dzień za dniem ku jego uciesze, aż pewnej nocy do komputerowej samotni wkradnie się córka i sprawy skomplikuje. A dużo później, pod koniec seansu, na kilka chwil wkroczy do akcji moje alter ego. 

Nie po raz pierwszy sztuka podejmuje temat ścierania się męskiego pierwiastka chaosu ze wprowadzającą ład siłą żeńską. W kontekście gier całkiem niedawno podobny wątek podjęły również niektóre badaczki, zarówno krajowe, jak zagraniczne.  Film Jaco Van Dormaela w mojej interpretacji wpisuje się także w nurt ciekawie się ostatnio rozwijających meta-gier. W minionych miesiącach pojawiło się kilka (uzbierałam pięć w mojej kolekcji) eksperymentów ukazujących medium od strony kulis; w jednym będziemy naprawiać kod gry, w drugim autorzy każą nam dokończyć zaniechany projekt, inne wciągają w badanie zależności między graczem, autorem i awatarem. Dla odmiany u Van Dormaela gracz, będący jednocześnie demiurgiem, zostaje wrzucony do stworzonego przez siebie piekła, a burzenie czwartej ściany dokonuje się poprzez pralkę.

To się nie może podobać wszystkim, ale powinno dostarczyć odrobinę radości tzw. lewactwu. Wiem coś o tym, bo 2015 to dla mnie rok przełomowy, w którym zostałam lewakiem, nie mając żadnych lewicowych sympatii ani skłonności. Na początku trochę się dziwiłam, gdy lewacką gębę przyprawiali mi aktywiści Gamer Gate, ale pod koniec roku obudziłam się w kraju, gdzie podobną etykietkę przykleja się za jazdę na rowerze, rodzaj diety czy segregowanie śmieci, a nawet preferencje kolorystyczne (w moim przypadku to silna awersja do brunatnego, zwłaszcza w zestawieniu z czernią).

Lepiej niech ci, którzy pochopnie zaliczają innych do lewaków, trzymają się od Zupełnie Nowego Testamentu jak najdalej. W filmie Van Dormaela czyha na nich feminizm, gender oraz inne zboczenia, swobodne (choć w moim odczuciu wcale nie bluźniercze) traktowanie religii, a gdy w finale zbliża się Katastrofa, tylko cud może nas od niej uchronić.

Warto pójść do kina w miłym towarzystwie o zbliżonym poczuciu humoru, by potem przerzucać się cytatami i aluzjami. Oglądać, póki jeszcze grają.

19:16, tetelo , Film
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 października 2011

 

Promo 2 from holy see on Vimeo.

Mistrz znowu coś kręci. Nareszcie, dziesięć lat mija od Naqoyqatsi, a prawie trzydzieści od premiery arcydzieła - Koyaanisqatsi.

Mystowy Channelwood, mokradła jak w SH: Awakening, cmentarz z Gabriela Knighta... Wyobraźnia gracza podsuwa skojarzenia prowadzące na właściwy trop: Godfrey Reggio kręci w plenerach Luizjany i lokacjach Nowego Orleanu.

Czyżby jakieś nawiązania do gier i zabawy? Enigmatyczny komentarz autora Immersji wydaje się to potwierdzać. Na pewno znowu zabrzmi muzyka Philipa Glassa. Tylko kiedy?

piątek, 01 kwietnia 2011

Jednym z moich noworocznych postanowień było: więcej czytać. W domyśle: więcej czytać niż grać, by pod koniec roku lista zaliczonych gier znowu nie okazała się dłuższa niż spis przeczytanych książek.

Jak znienacka odwrócić proporcje? Wiadomo, że graczy interesują przede wszystkim: gry, potem gry, dalej gry ewentualnie inni gracze oraz to, co polecają. Chodzą do kina, by znajdować w filmach nawiązania do gier lub szukać typowej dla nich narracji. Przeczytają książkę pod warunkiem, że powstała (powstanie? powinna powstać?) jakaś gra na jej podstawie albo któryś z bohaterów jest graczem. 

Toteż w styczniu poszłam na kompromis: niby więcej czytałam, ale głównie o graniu. Na pierwszy ogień poszła powieść gracza o graczu, polecona przez innego gracza - "Uwikłanie" Miłoszewskiego. Potem wpadłam w zręcznie zastawioną pułapkę "Linii Oporu". W księgarni rzucił mi się w oczy "Wyż Nisz" Chacińskiego, który zakupiłam ze względu na kilka stron poświęconych społeczności graczy. Była jeszcze lektura motywacyjna, godna polecenia wszystkim, którzy z różnych przyczyn zapomnieli o rozkoszach czytania - "Jak powieść" Daniela Pennaca. Dopiero po tym wstępie, w lutym wróciłam do zaniedbanych "cywili" (Tokarczuk, Stasiuk, Chwin itd.), czytanych już tylko dla czystej przyjemności, bez żadnych ukrytych podtekstów. 

Nie przeszkadzało mi to jednak szukać kontynuacji losów gracza Teodora Szackiego (więcej u zapiskowca) i śledzić wieści dochodzących z planu filmowej wersji Uwikłania. A wieści okazały się hiobowe. Bohaterem filmu wcale nie będzie prokurator w średnim wieku, któremu znajomość Call of Duty pomogła rozwiązać zagadkę kryminalną. Zastąpi go... kobieta, prokurator Agata Szacka (Maja Ostaszewska). Czy ona w ogóle w coś gra? Pewnie najwyżej w przygodówki albo w Farmville na swoim smartfonie.

maja ostaszewska uwikłanie



Jedyna nadzieja we wiodącej postaci męskiej: zamiast Olega Kuzniecowa (bo chyba nie obok) pojawi się komisarz Smolar (Marek Bukowski). Ten może grać w coś konkretnego. Powiedzmy wprost: nie może, tylko musi, w przeciwnym razie lobby graczy film zbojkotuje, a gracza Miłoszewskiego oskarży o autocenzurę i zdradę środowiska lub nawet przystąpienie do Osi Zła razem z Fox News, stacją TVN oraz moherowymi babciami.

 

marek bukowski uwikłanie



Przy okazji pozwolę sobie wyrazić moje własne rozczarowanie. Mniejsza o graczy oraz intrygę kryminalną. "Uwikłanie" czytałam głównie jako powieść o Warszawie. Porównania z Tyrmandem przesadzone, bo autor najwyraźniej nie grzeszy bezwarunkową miłością do tego miasta, ale miło było wyłapywać nawiązania do "Złego" oraz lokalne smaczki. Tymczasem producent filmu poszedł na łatwiznę i przeniósł akcję... do Krakowa. Co za banał.


czwartek, 23 września 2010

Czyżby nowa przygodówka z ręcznie rysowanymi tłami i postaciami w 2D?

 

illustionist_chomet_edinburgh

illusionist_chomet

illusionist_chomet_tatischeff&alice

illusionist_chomet_tatischeff_alice

illusionist_tatischeff

 

Ależ skąd, to kadry z nowego pełnometrażowego filmu.  Po siedmiu latach od premiery rewelacyjnego Trio z Belleville Sylvain Chomet powraca z animacją pt. I'Illustionniste.

Kreska spokojniejsza i bardziej tradycyjna, postaci już nie tak przerysowane, nastrój mniej zwariowany, a nawet zdecydowanie melancholijny. W tle znowu lata pięćdziesiąte. Tracący popularność podstarzały iluzjonista udaje się w poszukiwaniu pracy do Szkocji, gdzie spotka dziewczynkę, która zachwyci się jego sztuczkami i odmieni jego życie. 

Nie pozbawiony elementów autobiograficznych scenariusz napisał przed laty sam Jacques Tati (bohater nosi nawet to samo nazwisko: Tatischeff). Jego córka i spadkobierczyni podsunęła Sylvainowi Chometowi pomysł filmu, gdy ten zamieścił w Les triplettes de Belleville fragment  Jour de fête Tatiego (co widać w zwiastunie Triplettes).

W licznych wywiadach Chomet głosi pochwałę ręcznie rysowanej grafiki oraz wyższość dobrego projektu i tradycyjnego rzemiosła nad komputerowymi trickami:


The strength of 2D, in my opinion, is that it’s not perfect, just like reality isn’t perfect. Imperfection is important when you are dealing with human characters: it adds to the realism, makes it even more potent. And 2D is created by humans. I prefer me and my pencil – not me and a laptop.

A jednak jego następny projekt nie będzie miał nic wspólnego z animacją. Trudno się dziwić: prawie sześć lat pracy i pobytu w Szkocji, rezygnacja z innych propozycji, kłopoty finansowe, wreszcie konieczność zamknięcia własnego studia Django Films... Choćby dlatego nie wolno przegapić tej unikatowej perełki. Obecnie na ekranach Francji i na Wyspach, na Gwiazdkę premiera w Stanach, a u nas...?

Warto obejrzeć dynamiczny trailer, a potem poddać się powolnej narracji filmu w króciutkim fragmencie:


 

 

środa, 20 stycznia 2010

W poprzednim odcinku: mieszkańcy lasu deszczowego żyją w cieniu gigantycznego drzewa, siedziby bóstwa zwanego Forest Heart. Zagrożeniem ich bytu jest śmierć drzewa oraz ekspansja złych ludzi z zewnątrz, którzy chcą las eksploatować i naruszają równowagę ekosystemu.

Jak widać, streszczenie starej przygodówki Lost Secret of the Rainforest pasuje również do nowego filmu Jamesa Camerona. Łączy je także podobne przesłanie, bo przecież w Avatarze nie chodzi o jakąś wyimaginowaną Pandorę, tylko planetę, na której żyjemy. A sytuacja Ziemi jest o tyle trudna, że złych i głupich nie da się stąd tak po prostu wypędzić.

avatar_hometree

Gdy film zostaje uznany za zwiastun rewolucji technologicznej, mało kto zastanawia się nad jego przesłaniem. Tymczasem trzeci wymiar to tylko dodatkowy efekt specjalny, a nie żadna rewolucja. Być może wkrótce stanie się standardem, ale istota dobrego kina leży gdzie indziej i samym trójwymiarem nie da się filmu wypełnić.

Poza wrażeniem przestrzenności Avatar niewątpliwie wypełnia rozbudowana symbolika dendrologiczna. Hometree to drzewo-dom, schronienie, miejsce w czasie i przestrzeni, które jest naszym udziałem. Tree of Voices to symbol tradycji, łączności między pokoleniami.

avatar_treeofsouls

Tree of Souls jest siedzibą bóstwa, a więc pełni funkcję świątyni, podobnie jak drzewa w pradawnych kulturach ziemskich. W przypadku wierzeń panteistycznych, gdzie bóstwem jest Przyroda lub jednocząca siła kosmiczna, drzewo-świątynia to miejsce przepływu energii. Właśnie ta mistyczna siła czy duchowa energia ocali ludzi, gdy najeźdźcy zniszczą ich dom materialny.

File:Eywa.gif

Fruwające nasiona Drzewa Dusz najwyraźniej nie służą rozmnażaniu, bo święte drzewa występują w pojedynczych egzemplarzach. Ich symbolika wiąże się jednak z tą sferą, skoro najważniejsze momenty w relacji pary głównych bohaterów zdarzają się właśnie w pobliżu świętych drzew. Te sympatyczne dmuchawce to także duchy opiekuńcze, więc niech tu zostaną, nawet jeśli na szanującym się blogu nie ma miejsca na animowane gify.

źródło ilustracji

 
1 , 2 , 3 , 4