Gry na opak. Wirtualna turystyka.
Kategorie: Wszystkie | (Nie)gry | Felina ludens | Film | Książki | Muzyka | O blogu | Słówka
RSS

Słówka

poniedziałek, 05 marca 2012

Nie notowany jeszcze przez słowniki, bo podobno urodził się w zeszłym roku. Tak twierdzi ciotka Google, a jeśli ona o czymś nie wie, pewnie to coś nie istnieje. Niedawno nieśmiało raczkował i mało kto o nim słyszał. Ostatnio znienacka stał się popularny, a wkrótce może być na ustach wszystkich. Któż taki? Misogynerd. Jeśli do nas zawita, nazwiemy go pewnie: mizoginerd, czyli mizoginiczny nerd. Nerd oznacza tutaj fana gier wideo, w tym zwykłych graczy, publicystów o grach piszących oraz twórców. Mizogin - wiadomo, gardzi przedstawicielkami płci pięknej. Gdy jeden z drugim się zejdą, ich niechęć zwraca się szczególnie ku tym kobietom, które ośmielają się grać, wypowiadać o grach lub je tworzyć. Granie to przecie męska rzecz. Jeśli kobieta gra, to słabo, jeśli pisze, to nie ma pojęcia o czym, a jak tworzy, na pewno coś zepsuje.

Na początku słówko używane było sporadycznie, głównie przez kobiety, w odniesieniu do przejawów męskiego szowinizmu w branży, na przykład:

Women speak out against misogynerd sacred cows 

W tym kontekście "mizoginerdzkie święte krowy" to ludzie z Penny Arcade, którzy w jednym ze swoich komiksów pozwolili sobie na niesmaczne żarty z gwałtu i nie byli w stanie pojąć, czemu kobiety znające temat z autopsji poczuły się dotknięte, a inne panie w odruchu solidarności ogłosiły bojkot żartownisiów. Cytowany komentarz pojawił się pod notką na temat antyfeministycznego incydentu sprzed kilku miesięcy, znanego jako Feminist Whore ukryta w Dead Island. Do idiotyzmów tego typu nie warto wracać, ale jak ktoś sprawę przeoczył, niech zapyta ciotkę G. 

Nowego słówka nie mogło zabraknąć przy okazji premiery kultowej gry mizoginów, kiedy to jeden z twórców w ramach promocji buńczucznie prowokował feministki. Młoda autorka gier Deirdra Kiai nie zdzierżyła i na blogu nawiązała do jego wystąpienia:

everyone knows all the money comes from hardcore misogynerd dudebro gamer culture, and we can’t alienate them or we’ll all be out of jobs

Pełne jadu, owszem, ale z czysto filologicznego punktu widzenia jakże smakowite: hardcore misogynerd dudebro gamer culture... mniam. Aż szkoda tłumaczyć, by nie zepsuć, a zresztą po co, skoro u nas hardkorowe ziomalstwo nie występuje. Ja w każdym razie mam szczęście spotykać wyłącznie rycerskich dżentelmenów w tym środowisku. 

Zapewne skończyłoby się na okazjonalnych użyciach owego neologizmu, gdyby nie sprawa Jennifer Hepler. Pracownica Bioware postąpiła wyjątkowo nieroztropnie, odpowiadając szczerze na pytanie, czego w swej pracy najbardziej nie lubi:

Playing the games. I came into the job out of a love of writing, not a love of playing games. While I enjoy the interactive aspects of gaming, if a game doesn't have a good story, it's very hard for me to get interested in playing it. Similarly, I'm really terrible at so many things which most games use incessantly -- I have awful hand-eye coordination, I don't like tactics, I don't like fighting, I don't like keeping track of inventory, and I can't read a game map to save my life.

Tłumaczy dalej, że spodziewa się dziecka, więc będzie miała coraz mniej czasu na śledzenie poczynań konkurencji. Gdyby w grach istniała opcja przewijania naprzód i pomijania sekwencji zręcznościowych oraz walki, łatwiej by jej było zorientować się, co robią inni. Wygrzebany po latach wywiad sprawił, że nieszczęsna stała się wrogiem publicznym nr 1 społeczności graczy, a pomyje wylewane na jej głowę wszelkimi kanałami zmusiły ją do zablokowania kont internetowych, a ponoć i telefonu. W obronie prześladowanej zbierano nawet podpisy pod petycją na Border House, gdzie sprawę na bieżąco komentowano

This is at the heart of why the misogynerds are so angry: the industry is changing, it’s been changing for a long time, and it’s no longer the sole domain of misogynist nerds like them.

Na fali agresji wywołanej głęboko zakorzenionymi uprzedzeniami rosła popularność bohatera niniejszej notki. Jego matką chrzestną została Susan Arendt, redaktorka The Escapist, gdy na Twitterze obwieściła:

Am now adding the word "misogynerd" to my vocabulary

co natychmiast podchwycili inni.

Na marginesie tej czysto lingwistycznej notki nie sposób nie zauważyć, że całe to zamieszanie nie tylko obnaża mentalność części graczy, ale też nie pozostawia wątpliwości, co w mniemaniu większości stanowi esencję ich hobby i czego będą bronić jak niepodległości. Do pewnego stopnia nawet rozumiem ich frustrację. Pamiętam, jakim wstrząsem była dla mnie swego czasu wiadomość, że pewien autor moich ulubionych gier łamigłówkowych prywatnie grywa w fps-y, a szczególnie upaja się Halo. Szok! W swej naiwności sądziłam, że on tworzy natchniony miłością do przygodówek.

Trudno powiedzieć, czy misogynerd okaże się gwiazdką jednego sezonu, czy zostanie z nami na dłużej. Przyszłość słowa zależy od jego desygnatów.

niedziela, 28 lutego 2010

Omnis homo mendax 'każdy człowiek kłamcą' - ten łaciński odpowiednik ulubionego powiedzonka dra House'a (everybody lies) pochodzi z Biblii, a dokładniej z Wulgaty. Swego czasu takie motto przyjęła Rzeczpospolita Babińska, stowarzyszenie kawalarzy i facecjonistów, którzy z koloryzowania i mijania się z prawdą uczynili cnotę.

Acta est fábula 'sztuka odegrana' - formuła wypowiadana w starożytnych amfiteatrach, gdzie z braku kurtyny trzeba było widowni sygnalizować werbalnie, kiedy spektakl się kończył. Słowa te miał powtórzyć Oktawian August na łożu śmierci.

Nosce te ipsum 'poznaj samego siebie' - napis z portyku świątyni Apollona w Delfach; w wersji angielskiej (know thyself) pojawia się u wejścia do Wyroczni w Matrixie.

Stultorum infinitus est numerus 'głupich jest poczet nieprzeliczony' - prawda znana od czasów biblijnych (Księga Eklezjasty).

Pede poena claúdo 'kara z kulawą nogą' - innymi słowy: chromająca, nierychliwa... ale sprawiedliwa, co zauważył Horacy (Pieśń III, 2).

Mirábile visu 'zdumiewający widok' lub 'dziw wielki' - komentarz do pewnego wydarzenia z Eneidy Wergiliusza.

 

dracula_path of the dragon

 

To tylko próbka z jednej lokacji w Dracula. The Path of the Dragon. Pisałam już o modzie na łacińskie tytuły, ale chyba nie spotkałam jeszcze gry o zawartości tak nasyconej łaciną. Nic dziwnego, skoro postać tytułowa wywodzi swój przydomek od łacińskiego draco ('smok'), a główny bohater to advocatus diaboli wysłany z Watykanu do Transylwanii.

Gra nie wymaga znajomości przytoczonego wyżej kontekstu kulturowego, ale sama obecność łacińskich sentencji inspiruje i zachęca do poszukiwań. Oczywiście można je potraktować jako niezrozumiały ozdobnik, ale przecież nie po to mamy gry, by rezygnować z zabawy.

W inwentarzu noszę ponad 300 stron łacińskiej wersji Biblii oraz powieść Brama Stokera (ponad 500 stron). Ciekawe, czy polski wydawca podejmie się obowiązku przetłumaczenia całego tekstu, skoro dla gracza jest to lektura fakultatywna.

Na wszelki wypadek trzymam kciuki za tłumaczy IQPublishing, by nie ulegli tym razem skłonności do kolokwializmów. Jeszcze nie minął niesmak po ciasteczkach, co "waliły jak kuter rybny", gdy bohaterka Legend of Crystal Valley niespodziewanie oznajmiła:

pałowanie

Zrozumiałam z tego tyle, że "pałować się" to jakiś neologizm, ale pozostałam w błogiej nieświadomości jego znaczenia. Indagowani na tę okoliczność znajomi nie spotkali się z tym czasownikiem w formie zwrotnej, niektórym tylko kojarzył się z "pałowaniem", jakiego doświadczyli od milicji w heroicznych czasach młodości. Pozostało zapytać dra Google'a. Kwerenda internetowa przyniosła dwie odpowiedzi: w gwarze więziennej znaczy to 'masturbować się', a w slangu miejskim to wulgarny synonim 'odczepić się'.

Nadal nie wiem, w jakim znaczeniu użyto tego słowa w nobliwej grze bez ograniczeń wiekowych (PEGI 3+). BTW lepiej nie myśleć, jak szalony freudysta mógłby zinterpretować dobór słownictwa w obu cytowanych przypadkach.

PS. Głupi zdawałoby się komputer sprytnie połączył obydwa tematy i spointował tekst. Nazwałam wstawiony obrazek "pałowanie", a on zapisał to bez polskich znaków i wyszło: "palowanie" - ulubione zajęcie Vlada Palownika zwanego Drakulą.

środa, 15 października 2008

Femina Ludens... Jeszcze dwa lata temu brzmiało mi to wystarczająco górnolotnie i prowokująco jak na tytuł mojego blogu. Podobał mi się kontrast: z jednej strony gry komputerowe, z drugiej odwołanie do klasycznego dzieła Huizingi, a przy okazji łamanie stereotypu, że jeśli gracz zna jakąś łacinę, to najwyżej podwórkową. Albo ja byłam strasznie naiwna, albo sporo się od tego czasu zmieniło. Teraz nawet plebejski zdawałoby się GOL publikuje artykuły z cyklu Ludo ergo Sum.

Odnoszę wrażenie, że coraz częściej łacina pojawia się w tytułach gier. Ze staroci pamiętam tylko przygodówkę SPQR, ale jej akcja toczyła się w starożytnym Rzymie, więc tytuł Senatus Populusque Romanus był uzasadniony treścią. Później ukazały się Necronomicon, In Memoriam, Post Mortem, Daemonica, Victi, Culpa Innata - gry przedstawiające różne światy i epoki, a ich jedyny związek z rzymską tradycją zawierał się w łacińskim bądź z łacińska brzmiącym tytule. Spoza mojego ulubionego gatunku dodajmy do tego zestawu nowość Tabula Rasa i klasyk Deus Ex. O swoistej modzie na łacinę świadczy lista tytułów, na które czekamy: Alter ego, Alternativa, Aquarica, Machinarium, Memento Mori, Sublustrum...

Znajdziemy wśród nich łacińskie wyrażenia i zwroty oraz neologizmy stylizowane na łacinę. Niektóre są powszechnie znane (Memento Mori, Post Mortem, Alter ego), jako że funkcjonują na zasadzie cytatu w języku ogólnym. W większości są na tyle uniwersalne, że pasowałyby do wielu gier. Związek tytułu Post Mortem z fabułą gry jest oczywisty i luźny zarazem; na dobrą sprawę każdy kryminał można by tak zatytułować. Z kolei Culpa Innata to jeden z niewielu tytułów znaczących, choć niekoniecznie jednoznacznych - tak czy inaczej inspirujących do dyskusji.

Szczególnie intrygują mnie łacińskie podtytuły, zwłaszcza że częstokroć są czytelne jedynie dla humanistów z solidnym klasycznym wykształceniem: Druuna - Morbus Gravis, Loath Nolder - Labores Solis, Secret Files 2 - Puritas Cordis, Leisure Suit Larry - Magna cum Laude. Co z tego zrozumie przeciętny gracz, który nie miał okazji uczyć się łaciny? Czy będzie mu się chciało wertować słowniki, szperać w internecie? Ekhm... Contra spem spero. Zresztą coś mi się zdaje, że wydawcy wcale nie szukają tytułu czytelnego, tylko intrygującego, może przy okazji dodającego odrobinę prestiżu. Chyba skutecznie, bo w Secret Files 2 najbardziej mnie ciekawi, co przygody Niny Kalenkówny będą miały wspólnego z "czystością serca".

Przede wszystkim tytuł ma dobrze brzmieć, a najwyraźniej ostatnio dobrze brzmi łacina, przynajmniej w Europie. Amerykanie uparcie opierają się tej tendencji, zapewne zdając sobie sprawę z nikłej znajomości tego języka w swoim społeczeństwie. Zamienili In memoriam na Missing: Since January, Sublustrum na Outcry, Victi na Vigil, a zamiast Labores Solis mamy Darkness Within, zresztą nie tylko na rynku amerykańskim. Dlaczego nie przetłumaczono łacińskiego tytułu, tylko zastąpiono go nowym? Być może tłumaczenie obnażyłoby jego przypadkowość i luźny związek z treścią gry.

Mimo wszystko wolę nasz europejski snobizm od amerykańskiego pragmatyzmu, o ile tylko mobilizuje do przemyśleń i poszukiwań, choćby takich jak moje. Z drugiej strony obawiam się, że w efekcie tej powierzchownej mody możemy oczekiwać mystery adventures zatytułowanych Genius loci, Spiritus movens, Rigor mortis, Horror vacui... A nie obsadzonych zwrotów i wyrażeń zostało jeszcze sporo: Post scriptum, In flagranti, In statu nascendi, Pluralia tantum, Quo vadis... ups, to już było.

wtorek, 02 września 2008

Blox wziął się za poprawność językową i ogłosił Dzień Blogu. Jak to czytam, to najpierw myślę: komu ten dzień? aha, blogu. Celownik jeszcze by mi tu pasował, ale dopełniacz - w życiu! I wcale mi nie pomaga zaliczony uniwersytecki kurs fleksji oraz świadomość, że blog należy do kategorii rzeczowników męskich nieżywotnych, więc teoretycznie powinien się odmieniać jak dialog lub smog, czyli 

- w dopełniaczu: dzień (czego?) blogu
- w bierniku: prowadzę (co?) blog.
 
Teoretycznie, bo w praktyce słowo to funkcjonuje w polszczyźnie od kilku lat i zwykle odmieniane jest jak rzeczowniki rodzaju męskożywotnego (męskozwierzęcego), które w dopełniaczu i bierniku przyjmują końcówkę -a (np. dzień buldoga, prowadzę buldoga). Co do biernika jestem skłonna się poprawić i wreszcie prowadzić blog, choć do tej pory wydawało mi się, że prowadzę bloga. Gorzej z dopełniaczem. Jeśli już bym miała coś obchodzić, to raczej dzień bloga, tak jak to robił Blox rok temu, a nawet jeszcze przed miesiącem. Autorytety poprawnościowe również dopuszczają tę formę, przynajmniej w potocznej polszczyźnie.
Całym sercem popieram troskę o czystość języka, ale obawiam się, że w tym wypadku może być na nią za późno. Rzeczywiście powinno być: "Dzień Blogu", podobnie jak "odbiór esemesu" czy "treść e-mailu", tylko czy ktoś tak mówi? Jak sugeruje M. Bańko, prawdopodobnie odmieniamy wyraz blog tak, jak bardziej już zadomowione słowa z tego samego kręgu znaczeniowego, a więc następuje tu tzw. wyrównanie analogiczne. Skoro próżno nawoływać do zgodnej z paradygmatem odmiany esemesa i e-maila, to czy dla blogu jest jeszcze nadzieja? Spróbuję się podporządkować normom poprawnościowym, ale ciekawa jestem, co zdecyduje zwyczaj językowy, czyli uzus. Na razie blogerzy wybrali rozwiązanie iście salomonowe. Mając do wyboru popularną (m.in. dzięki Bloxowi) błędną formę Dzień Bloga i obco brzmiącą, choć poprawną Dzień Blogu, w większości zatytułowali swoje notki po prostu... Blog Day.
sobota, 09 lutego 2008

Oryginalny tekst Carte Blanche
Tłumaczenie Playa

Początkujący detektyw składa raport szefowi, ubarwiając opowieść dla podkreślenia własnych zasług. Gaspard słucha cierpliwie, ale domyśla się, jak było naprawdę:
Very good, James Joyce, but here is my version. [Nieźle,  mój Jamesie Joyce, a teraz posłuchaj mojej wersji.]
Bardzo dobre. Przypomina Jamesa Joyce'a, ale ja to lubię.

Jeannine o jednym z przyjaciół Gasparda:
...charming, but no good [uroczy, ale nic dobrego/niezłe ziółko]
...czarujący, ale nie... dobry

W curriculum vitae (wg Playa: wznowienie - ?!) Edgar wpisał swój nowy zawód:
private eye [prywatny detektyw]
prywatne oko

Sekretarka z wyrzutem do spóźnionego pracownika:
It's ten already. [Już dziesiąta]
Jest dopiero dziesiąta.

Wręczając Grubasowi pewien przedmiot, Edgar dodaje zwyczajowe:
Here you are. [masz/proszę bardzo]
Jesteś!

Edgar próbuje ostrzec jednego z kochanków pewnej kobiety przed zemstą jej męża:
You know, that woman you and Mario are seeing, her husband is extremely jealous and violent. [Słuchaj, ta kobieta, z którą ty i Mario się spotykacie, jej mąż...]
Znasz tę kobietę, z którą się widujecie? Jej mąż jest wyjątkowo zazdrosny i agresywny.

Demoniczna sekretarka wyjaśnia, dlaczego Edgar jest idealnym kandydatem na szefa:
Edgar? If there has to be a boss, why not young and inexperienced you can manipulate at will. [...młody i niedoświadczony, którym można swobodnie manipulować]
Edgar? Cóż, no wiesz, jeśli musi być szef, to czemu nie młody, niedoświadczony chłopak, który może manipulować do woli.

Co Juanita mówiła o Majach?
...she mentioned something about Mayans being losers and converting to Zen Buddhism. [...że przechodzą na buddyzm zen]
...powiedziała coś o tym, że Majowie to frajerzy i że przekształcają buddyzm.
to convert = zmienić wyznanie, nawrócić się

Gdy Edgar ma kłopoty ze zrozumieniem zaszyfrowanej wiadomości, rozmówca powtarza ją, dodając:
Doesn't that ring the bell? [Nic to panu nie przypomina?/Mówi to panu coś?]
Czyż nie dzwoni dzwonek?

 
1 , 2 , 3 , 4